Nagłówek Chata

czwartek, 26 czerwca 2014

Czerwcowe nowości

Czerwiec jest miesiącem gdzie pomału szykujemy się do letniego urlopu. Zmieniamy garderobę na nową, biegamy po sklepach w poszukiwaniu letnich sukienek i szałowych sandałów. Tak, ta gorączka mnie również dopadła. Fajnych butów i nowego świeżego zapachu szukałam prawie tydzień, ale się udało. Buty już są, czekają na gorące dni, a nowe perfumy już do mnie idą.
Kilka nowych rzeczy jest również w domu. Między innymi drewniane skrzynki po winie, które dostałam od pewnego miłego sprzedawcy z Lidla. Idealnie nadają się na gazety i są bardzo ładne.



Pasiaste zasłony, które zanim powiesiłam to zostały skrócone ponad pół metra, a i tak są jeszcze na tyle długie, że leżą na podłodze.


Jest też nowy dywan w gwiazdki, który przeszedł prawdziwy chrzest po dwóch dniach leżenia. Został obgryziony przez sprawcę który na nim siedzi. Tak, zjadł go Teodor, jak był sam w domu. Myślałam że już dalsze swoje życie spędzi na dworze, przy budzie, przypięty do łańcucha. Ale wiedział biedaczek, że źle zrobił, więc mu wybaczyłam. A dywan pojechał na lifting i jakoś udało się go uratować.


Kilka małych drobiazgów



I największy rarytasik na koniec. Drzwi które miały iść na spalenie. Są małe, zgrabne, jeszcze nie wiem co z nimi będzie. Na chwilę obecną ściągam z nich farbę. Efekt końcowy pokażę już niebawem.


Pozdrawiam

Magda

Wszystkich odwiedzających mojego bloga zachęcam do zamieszczania komentarzy, będzie mi bardzo miło.

niedziela, 15 czerwca 2014

Warszawka

Weekend w Warszawie zaliczony. Do wyjazdu, a raczej do wylotu zachęciły nas promocyjne ceny lotów Ryanaira. Za naszą trójkę w obie strony nie przekroczyliśmy nawet 100 zł. Wyjazd był krótki, ale za to intensywny. Zwiedzaliśmy i spacerowaliśmy do późnych godzin nocnych, a jak wiadomo z małym dzieckiem nie jest to wcale takie proste, ale daliśmy radę. Podstawowe atrakcje jak Pałac Kultury, czy Łazienki zostały pokazane naszemu Henryśkowi. Najbardziej zachwycony był widokiem z tarasu, ja zresztą też bo takiej Warszawy nocą nie znałam, czułam się trochę jak w innym kraju. A w łazienkach była jedna, wielka gonitwa za wiewiórkami, są śliczne i bardzo oswojone. Czekaliśmy też, aż któryś z szanownych pawi rozłoży pióra, ale nie doczekaliśmy się, może następnym razem.



















Olaboga!!!ile zdjęć

Pozdrawiam
Magda